Szablon wykonała wanilijowa | GT
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologiczne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Pigmej


Autor: Chuck Palahniuk
Przekład: Krzysztof Skonieczny
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Rok wydania: 2009, stron 285

Opis: Tytułowy Pigmej to niewielkiego wzrostu trzynastolatek, który w ramach wymiany międzynarodowej przybywa do Stanów Zjednoczonych z nieokreślonego kraju o totalitarnym reżimie. Posługuje się czasami zabawną, czasami denerwującą łamaną angielszczyzną, wygląda niewinnie i niepozornie, lecz w rzeczywistości jest tajnym agentem, któremu towarzyszy cała siatka nastoletnich współpracowników. Młodzi terroryści zostali wytrenowani w sztukach walki i zindoktrynowani, by nienawidzić wszystkiego, co amerykańskie. Ich tajną misją jest wprowadzić w życie operację „Chaos”, która ma doprowadzić do całkowitego zniszczenia zdegenerowanego kapitalizmu. Pigmej analizuje jednak swoją „partyjną” przeszłość i zaczyna prowadzić własną grę.
            Palahniuk pod przykrywką historii szpiegowskiej snuje opowieść o indoktrynacji. Tej najbardziej oczywistej – o zmanipulowaniu ukrytego agenta przez jego partyjnych edukatorów, lecz również o mniej oczywistym zniewoleniu przeciętnego Amerykanina przez sekty religijne, przesiąkniętych nienawiścią neonazistów, czy WalMart, promujący obsesyjną konsumpcję. Pisarz, operując mistrzowsko niepoprawną satyrą, pokazuje, że w kraju, którego genezą była potrzeba wolności, ideologia wypiera samodzielne myślenie.

niedziela, 2 września 2012

Blaze


Autor: Richard Bachman
Przełożył Michał Juszkiewicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2007, stron 271

Opis: Wzrost: ponad dwa metry. Waga: prawie sto trzydzieści kilogramów. Clay Blaisdell to potężny mężczyzna, ale dopóki nie poznał George’a Rackleya, zajmował się tylko drobnymi kradzieżami. George nauczył go setek różnych przekrętów i zdradził mu swój szatański pomysł: porwać dziecko bogaczy. Rodzina Gerardów śpi na forsie, a ich najmłodszy potomek musi być wart miliony! Jest tylko jeden problem: mózg przestępczego duetu umarł...
Umarł? A może wcale nie?
W śnieżnej zamieci Blaze ucieka przed policją; ma dziecko jako zakładnika, a „zbrodnia stulecia” zamienia się w wyścig z czasem, rozgrywający się w upiornej scenerii białego piekła lasów stanu Maine.

Cytat: „Blaze nie myślał, co robi. Zobaczył krew i procesy myślowe ustały całkowicie. To, co zajęło ich miejsce, było czarne i opętane żądzą mordu.”

            Z pewnością wierni fani powieści grozy wiedzą, że Richard Bachman i Stephen King to jedna i ta sama osoba, choć fakt ten został ujawniony dopiero w 1985r., kiedy to Bachman umarł na „raka pseudonimu”. Autor ten napisał wiele powieści, które wraz z biegiem lat przeszły do klasyki gatunku. Ileż to razy, oglądając jakiś film, słyszymy: „na podstawie powieści Stephena Kinga”? Doskonałym przykładem jest tutaj chociażby sławna „Zielona mila”.
            „Blaze” jest powieścią, którą King wydał wiele lat po jej napisaniu. Na początku autor nie uważał jej za wartościową, jednak kiedy spojrzał na nią z perspektywy czasu, uznał, że przyjmie się na rynku. I tak oto w moich dłoniach znalazła się ta książka.
            Gdybym miała w kilku słowach opisać fabułę, z pewnością nie potrafiłabym tego zrobić. I to nie dlatego, że historia ma wiele wątków, jest skomplikowana lub trudna do przyjęcia. Jej niezwykłość sprawia, że brakuje słów opisu.
            Wyobraźmy sobie człowieka poszkodowanego przez los; wychowywanego w duchu przemocy i biedy, czyli w otoczeniu niezbyt przyjaznym rozwojowi dziecka. Dopiszmy do tego poważny uszczerbek na zdrowiu (poważny... ojciec zrzucił swojego synka ze schodów trzy razy pod rząd) i dość nieodpowiednie towarzystwo dla osoby łatwo ulegającej cudzym wpływom i do tego niezbyt inteligentnej. I co powstanie w efekcie? Tytułowy Blaze, który stał się narzędziem w rękach cwanych opryszków, aż w końcu niewolnikiem własnej podświadomości, która podsuwała mu nieprawdopodobne zjawiska. Od razu można się domyśleć, jak skończy się próba porwania dziecka przez tępego osiłka, który nie rozumie, że zabijając człowieka, skazuje się na dożywotnie piętno mordercy. Jednak jest coś, co ukazuje Blaze’a w zupełnie innym świetle. Mały Joseph Gerard IV.
            Jak zwykle Stephen King popisał się niesamowitymi opisami natury ludzkiej, wprowadził liczne retrospekcje, które pomagają czytelnikowi zrozumieć dziwne zachowanie głównego bohatera. Dzięki temu autor mógł grać na strunach wyobraźni swojego czytelnika jak na gitarze.
            Jako wierna fanka Stephena Kinga mam już za sobą wiele jego powieści. Niemal wszystkie z nich zapisały się w mojej pamięci po tej pozytywnej stronie wspomnień. Jednak „Blaze” odrobinę mnie rozczarował. Prawda, książka napisana jest obłędnie, językiem idealnym dla młodzieży, jednak zawiodły mnie rozdziały opisujące ucieczkę głównego bohatera przed policją. Mogłoby być to bardziej... tajemnicze i zawiłe. Niemniej jednak, wszystkich fanów Stephena Kinga i jego twórczości szczerze zachęcam do zapoznania się z tą powieścią. Z pewnością nie pożałujecie wydanych pieniędzy lub długich poszukiwań w bibliotece. A to, co zawiodło mnie, Was może wprawić w pozytywny nastrój.

Ocena własna: 6/10

Baza recenzji Syndykatu ZwB.

środa, 16 maja 2012

Fight Club

Autor: Chuck Palahniuk
Przekład: Lech Jęczmyk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Rok wydania: 2006, stron 236

Pierwsza zasada Podziemnego Kręgu to nie rozmawiać o Podziemnym Kręgu.
Druga zasada Podziemnego Kręgu to nie rozmawiać o Podziemnym Kręgu.
Trzecia zasada Podziemnego Kręgu to dwóch mężczyzn, jedna walka.
Jedna walka na raz.
Walczy się boso i bez koszul.
Walka trwa tyle, ile trzeba.
Jeżeli jest to twoja pierwsza noc w klubie, to musisz walczyć.

            Już słysząc „Podziemny Krąg”, wielu z was kojarzy głośny film wyprodukowany w latach dziewięćdziesiątych na podstawie książki „Fight Club” Chucka Palahniuka. Jednak, jak wspominały wszystkie moje polonistki, lepiej najpierw przeczytać książkę, a dopiero potem zagłębić się w adaptację filmową, ponieważ można się mocno zawieść.
            Wiele słyszałam o tym autorze, jednak nie miałam pojęcia, że jego najgłośniejsza powieść jest tak poruszająca. Pisarz utrzymywał przez całą książkę atmosferę tajemnicy. Głównego bohatera poznajemy na spotkaniach grup wsparcia dla ludzi umierających na raka lub pasożyty, albo chorych na demencję. Dopiero tam czuł się w pełni bezpieczny i odprężony, mógł płakać ludziom w ramię, a co za tym idzie, pozbywać się nieznośnego napięcia, które od wielu dni nie pozwalało mu zasnąć. Był w centrum uwagi. Balansował pomiędzy snem a jawą, aż w końcu przestał odróżniać świat swojej wyobraźni od tego realnego. W jego pamięci pojawiały się czarne dziury. Nicość. Zagubił własną tożsamość, w poszukiwaniu spokoju dla duszy. Poznał Tylera Durdena i Marlę Singer, od których zaczął się początek końca.
            Tyler wydawał się prawdziwym przyjacielem – służył wsparciem i dobrym słowem, udostępnił swoje mieszkanie, aż w końcu założyli wspólnie klub walki. „Podziemny Krąg”, który stał się nie tylko miejscem spotkań mężczyzn z niemal wszystkich środowisk społecznych, ale stylem życia. Ucieczką od rutyny i możliwością odnalezienia siebie na nowo. Czymś, od czego człowiek się uzależnia, mimo że często z obrażeń leczy się kilka tygodni. Mężczyzna, który w prawdziwym życiu nie potrafi walczyć o swoje, podczas walki czuje się jak sam Bóg, kładąc przeciwnika na obie łopatki.
            Wszystko zaczyna się układać w logiczną całość, kiedy Tyler nagle znika, a główny bohater wyrusza w podróż w poszukiwaniu przyjaciela, przy okazji dowiadując się wielu zaskakujących faktów o samym sobie. Pytanie: czy uda mu się w porę naprawić to, co zaczął Tyler? Czy będzie w stanie zapobiec katastrofie, która może pochłonąć setki istnień? Czy kiedykolwiek będzie w stanie zaufać samemu sobie?
            Powieść jest tak odrealniona, że czyni to z niej historię wyjątkową. Czytelnik balansuje pomiędzy snem a jawą, życiem i śmiercią, a czasem nawet i te granice się zacierają. Zagubienie głównego bohatera objawia się nawet w języku, jakim opisuje świat: krótkie, urywane zdania świadczące o tym, że nie panuje nad tym, co dzieje się dookoła niego. Aż wreszcie moment, w którym dostrzega prawdę i nie może pogodzić się z własnym losem, pogrążony w bezsilności.
            Pan Lech Jęczmyk, który podjął się zadania przetłumaczenia „Fight Clubu” na język polski, umieścił z tyłu jego krótki wywiad z Chuckiem Palahniukiem. Z przyjemnością przytoczę jego fragment, który najprawdopodobniej zainteresuje Was najbardziej:

Czy coś szczególnego skłoniło Pana do napisania „Fight Clubu”?
Chuck Palahniuk: Pomysł zrodził się, kiedy wybrałem się na wakacje. Wędrowałem i obozowałem w lasach, i kiedyś wdałem się w dyskusję z osobnikiem, który w środku nocy puszczał swoje radio na cały regulator. Pobił mnie tak paskudnie, że chodziłem z posiniaczoną twarzą przez kilka miesięcy, a nikt w mojej pracy nawet nie wspominał, jak okropnie wyglądam. Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że jeżeli wygląda się odpowiednio strasznie, to nikt cię nie spyta o twoje życie prywatne. Nikt z twoich kolegów z pracy nie zaryzykuje, żeby dowiedzieć się, co robiłeś po pracy. To wtedy zacząłem przypominać sobie i porządkować moje opowieści o bójkach i spisałem zasady dla tego, co stało się Podziemnym Kręgiem. I tyle.

Prawdziwy dowód na to, że życie może być doskonałą inspiracją do pisania.

Ocena własna: 10/10

Za egzemplarz recenzencki „Fight Clubu” serdecznie dziękujemy wydawnictwu Niebieska Studnia.

Złap mnie, nim upadnę

Autor: Nicci French
Przekład: Andrzej Leszczyński
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2005, stron 318

Opis: Holly Kraus żyje na pasie szybkiego ruchu. Młoda bizneswoman o ustabilizowanym życiu prywatnym jest powszechnie lubiana i podziwiana. Ale to tylko jedno oblicze Holly, która w drugim wcieleniu wypuszcza się na dziką stronę życia, gdzie ustawicznie popełnia coraz bardziej lekkomyślne błędy. Kiedy ich skutki zaczynają się kumulować, Holly traci kontrolę nad swoim życiem. Ktoś ją śledzi? Ktoś zaczyna domagać się pieniędzy?
         Czy jej lęki są jedynie efektem paranoi, przejawem choroby, czy też oznakami całkiem realnego niebezpieczeństwa...

Cytat: „Byłam jak samochód wymagający poważnej naprawy, lecz zamiast do warsztatu trafiłam na składowisko, gdzie umieszczono mnie na szczycie sterty innych złomowanych aut, pozbawiono drzwi, radia i reszty elementów przedstawiających jeszcze jakąś wartość, i pozostawiono, żeby do reszty zardzewiała.”

            Do przeczytania książki duetu pisarskiego, Nicci Gerrard i Seana Frencha, zachęcił mnie sam opis książki. Przystępna cena przepełniła czarę i już kilka dni później mogłam cieszyć się naprawdę wartościową książką. Dlaczego? Wszystko po kolei.
            Główna bohaterka, Holly Kraus, jest kobietą jakich na świecie wiele: młoda mężatka, realizująca się we własnej firmie, lubiąca dobrą zabawę. Wszystko zaczyna się jednak komplikować, kiedy, głównie pod wpływem alkoholu, popełnia kilka niewybaczalnych błędów. Ich konsekwencje, których bohaterka nie potrafi odkręcić, prowadzą do szeregu tragicznych zdarzeń. Zaczytując się w kolejne strony książki zastanawiałam się, co może powodować takie zachowanie u kobiety, która pozornie posiada wszystko, o czym tylko można marzyć. Każdego z nas nawał tego typu problemów doprowadziłby na skraj wytrzymałości. Holly Kraus zdecydowała się targnąć na własne życie, wiedząc, że nie kontroluje już swojego życia. Ale próba samobójcza to dopiero początek zawiłej historii z kryminałem w tle. Mnóstwo pytań pozostaje bez odpowiedzi, Holly postanawia wrócić do swojego życia, nawet z wizją przykrych wydarzeń, od których nie mogła uciec. Pozostaje jednak kilka niewyjaśnionych spraw. Tajemnicę postanawia odkryć najlepsza przyjaciółka Meg. Do jakich wniosków doszła? Doprawdy, szokujących, ale o tym możecie dowiedzieć się czytając książkę „Złap mnie, nim upadnę”.
            Historia ta jest gratką dla miłośników thrillerów, a także czytelników lubiących rozmyślać na temat bohaterów z czysto psychologicznego punktu widzenia (dlaczego to zrobił? co się z nim wtedy działo? o czym myślał?). Ja, poznając historię zabawowej Holly, od razu porównałam ją do bohaterki innej książki, którą miałam okazję przeczytać kilka lat wcześniej. Powracając pamięcią do historii Weroniki z „Weronika postanawia umrzeć” Paulo Coelho, doszukiwałam się podobieństw w ich motywach, prowadzących do samobójstwa. Z jednej strony jest kobieta, która przytłoczona problemami w swoim życiu wie, że nie potrafi już ich rozwiązać. Aby uwolnić się od konsekwencji własnych czynów, postanawia pożegnać się z tym światem. Z drugiej strony mamy Weronikę, zwykłą dziewczynę, która, znudzona życiem, w którym nic się nie dzieje, niemal przerażona żałosną rutyną własnej egzystencji, decyduje się na desperacki krok. Jeżeli ktoś czytał „Weronika postanawia umrzeć”, wie, jak historia głównej bohaterki się kończy. Historia, opisana przez Nicci French, jest o wiele bardziej zawiła, niż by się wydawało. Trzyma w napięciu do ostatniej strony. Szokuje, sprawia wyobraźni czytelnika wiele niespodzianek. Kiedy już myślisz, że stanie się tak, dzieje się zupełnie odwrotnie. Opowieść o prawdziwie realnych problemach, mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy i o próbach powrotu do szczęścia, z pewnością wciągnęła i wciągnie jeszcze wielu czytelników na całym świecie. Ja, jako dumna posiadaczka egzemplarza kieszonkowego, śmiało polecam książkę wszystkim zainteresowanym tego typu historiami.

Ocena własna: 8/10

Mag

Autor: Jeffery Deaver
Przełożył Krzysztof Sokołowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2003, stron 444


Opis: Akcja rozpoczyna się w prestiżowej szkole muzycznej w Nowym Jorku. Morderca, uciekając z miejsca zbrodni, zamyka się w jednej z klas. Kiedy rozlega się w niej krzyk, a potem strzał, policja wyważa drzwi. Klasa jest pusta.
Lincoln Rhyme i Amelia Sachs postanawiają pomóc w śledztwie. Dla ambitnej Sachs jest to szansa na awans. Przykuty do wózka Rhyme wierzy, że jego protegowana wytropi diabolicznego mistrza iluzji, popełniającego coraz bardziej przerażające morderstwa. Rhyme i Sachs muszą przedrzeć się przez dym i lustra, aby zapobiec potwornej zemście, która mogłaby się także okazać najbardziej spektakularnym zniknięciem, jakie widział świat.


     A teraz unosi się kurtyna, przygasają światła, cichnie muzyka, słychać tylko bicie serc czekających na występ. Zaczyna się przedstawienie.
     Kolejna przeczytana przeze mnie książka autora „Kolekcjonera kości” od samego początku mną poruszyła. Spodziewałam się czegoś dobrego, historii niebanalnej, oryginalnej samej w sobie, w którą mogłabym się zatopić bez reszty. Oczywiście, nie zawiodłam się.
     Główna bohaterka, lub raczej jedna z głównych bohaterek, Amelia Sachs, ubiega się o stopień sierżanta. Kiedy, razem ze swoim przyjacielem Rhymem, zagłębiają się z niesamowitą sprawę Maga, który morduje w szkole muzycznej młodą dziewczynę, a potem widowiskowo znika, umykając wprost sprzed nosa policji, Amelia wie, że zdobędzie kilka dodatkowych punktów w walce o nowy stopień. Niestety, sprawa wydaje się coraz trudniejsza. Policjanci angażują utalentowaną iluzjonistkę, by pomogła im złapać mordercę. Nawał z pozoru nic nie znaczących śladów, tajemnicze zniknięcia, technika szybkiej zmiany i inne talenty poszukiwanego sprawiają, że jest niemal nie do wyśledzenia. Poza tym zostawia na drodze policjantów dziesiątki fałszywych poszlak, pewny, że zdoła ich zmylić.
     Jeffery Deaver stworzył iście genialną postać: Lincolna Rhyme’a, sparaliżowanego kryminalistyka, którego logiczne myślenie i wrażliwość na najmniejsze szczegóły doprowadzały policję do coraz to dziwniejszych wniosków. Aż w końcu Rhyme stanął z Magiem twarzą w twarz i omal nie przypłacił tego życiem. A potem cyrk.
     Autor, jak zwykle, wprowadzał czytelnika w totalne maliny. Ileż to razy byłam niemal pewna, jak zachowa się Mag, a on robił zupełnie coś innego? Zadziwiający był tok myślenia mordercy, jego pogląd na świat i zemsta, okrutnie związana z jego obsesją na punkcie ognia, który pochłonął jego ukochaną żonę. Pozornie.
     Idealna pozycja dla tych, którzy kochają kryminalne zagadki na naprawdę wysokim poziomie. Realistyczni bohaterowie, gliniarze z krwi i kości, prowadzą nas krok po kroku ku wyjaśnieniu zagadki tajemniczych morderstw, z którymi powiązana jest również sprawa dotycząca Charlesa Grady’ego. I znów masa poszlak, zawiłych intryg, zamachów na życie prokuratora. Giną dziesiątki niewinnych ludzi oraz fanatyków, którzy wierzą, że zostało im wyznaczone specjalne zadanie, a tak naprawdę służyli jako ci, których po prostu trzeba poświęcić.
     Amelia i Lincoln, razem ze swoimi najbardziej zaufanymi współpracownikami, mają pełne ręce roboty, ale i otwarte umysły, chcąc poznać metodę działania mordercy. Czy im się to uda?
     A sam autor, prawdziwy mistrz thrillerów psychologicznych, przypomina nam w „Magu”, że wiele rzeczy w życiu, to iluzja.

Ocena własna: 8/10

Łzy diabła

Autor: Jeffery Deaver
Przełożył Konrad Krajewski
Wydawnictwo: C&T
Rok wydania: 2006, stron 281
Opis: Ostatni dzień roku, Waszyngton.
W wyniku ataku terrorystycznego na stacji metra ginie kilkadziesiąt osób. A list dostarczony władzom miasta sugeruje, że Digger, ograniczony umysłowo zabójca, będzie dokonywał kolejnych ataków co cztery godziny, aż do północy.
Dwadzieścia milionów dolarów okupu może temu zapobiec. Tyle że zleceniodawca psychopaty ginie pod kołami samochodu w drodze po okup.
Teraz nikt już nie ma kontroli nad Diggerem. I teraz Margaret Lukas z FBI może liczyć tylko na Parkera Kincaida, badacza dokumentów. Bo jedynym śladem w tej sprawie jest list z żądaniem okupu. A jego autor w literze „i” zamiast kropki stawia znak przypominający ślad spadającej kropli wody. Fachowcy określają to mianem „łez diabła”...

     Jeżeli mam być w stu procentach szczera, nie miałam ochoty na czytanie tej książki. Zachęcił mnie opis od wydawcy, ale po zapoznaniu się z kilkoma pierwszymi rozdziałami miałam wrażenie, że to jakaś tandetna historia ze zbyt wygórowaną zagadką: jest tylko jeden ślad, szantażysta umiera i wszystko, dosłownie wszystko, agenci FBI wydedukują z listu. Ale przemogłam się i czytałam, twierdząc, że skoro już zaczęłam, to nie przestanę w połowie. I w tamtym momencie doskonale poznałam znaczenie stwierdzenia „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Bo przecież po autorze „Kolekcjonera kości” mogłam spodziewać się niespodzianek. I tak istotnie było.
     Z każdą kolejną pochłoniętą stroną miałam wrażenie, że sytuacja, w której znaleźli się bohaterowie, jest niemal nierealna. Bo przecież życie nie może się aż tak poplątać. W pewnych momentach, przyznaję, pogubiłam się w tej wciągającej akcji, ale moja podświadomość podsuwała mi w miarę trafne wnioski.
     Gdybym miałam streścić chociaż w maleńkiej części element historii zawartej we „Łzach diabła”, z pewnością pisałabym tu tygodniami. Prawda jest taka, że dzieje się aż za dużo, co, jak już pisałam powyżej, wydawało mi się niepojęte. Miałam również dziwne wrażenie, że morderca, znany jako Digger, jest po prostu nadczłowiekiem. Jednocześnie fascynowały mnie fragmenty opisywane z jego perspektywy: niesamowity punkt widzenia osoby psychicznie chorej, nierozumiejącej dokładnie, co dzieje się wokół niego i działającej niczym robot, nastawiony na wykonywanie kolejnych poleceń „szantażysty”. No i to charakterystyczne „klik”.
    Jednocześnie cały ten polityczny bełkot i bogate nazewnictwo związane ze służbami specjalnymi sprawiały, że czytało mi się to bardzo trudno, ale z czasem było już tylko lepiej.
     Obecne są tutaj niesamowite zwroty akcji: kiedy czytelnik myśli, że wszystko zostało już wyjaśnione i historia zmierza do happy endu, zdarza się coś, co sprawia, że można jedynie szeroko otworzyć usta ze zdziwienia. Jak w każdej książce, czytelnik wyrabia sobie określone zdanie na temat każdego bohatera, wyobraża go sobie i samodzielnie przydziela mu pewne cechy. Tutaj w mgnieniu oka okazało się, że ci, których uważałam za mało znaczących, tak naprawdę grają kluczową rolę w rozwiązaniu zagadki, z którą nie mogło sobie poradzić FBI.
     Podsumowując: mnóstwo scen akcji i strzelanin opisanych na naprawdę dobrym poziomie, multum zagadek, z którymi sami możemy się głowić, pojawia się nawet wątek miłosny, zupełnie inny niż te, z którymi dotychczas się spotkałam. A wszystko to opiera się na czasie pomiędzy kolejnymi strzelaninami, kiedy to służby federalne starają się zagłębić w psychikę bezwzględnego Diggera.

Ocena własna: 7/10

Obserwatorzy