Autor: Oliver Pötzsch
Przekład: Edyta Panek
Wydawnictwo: Esprit
Rok wydania: 2011, stron
472
Opis: Krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej w
bawarskim Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach. Na
ciałach ofiar wytatuowane są czarnoksięskie symbole – mieszkańcy miasta widzą w
nich dzieło Szatana.
Rozpoczyna się polowanie na czarownice.
Akuszerka Marta zostaje oskarżona o konszachty z diabłem i uznana za
morderczynię, jednak kat, który ma za pomocą tortur wymóc na niej zeznania, nie
wierzy w winę kobiety. Razem z córką Magdaleną i miejskim medykiem Simonem
prowadzi śledztwo na własną rękę. Trop prowadzi bohaterów przez ponury labirynt
dzielnic biedoty, wygodne salony miejscowej elity i tajemnicze lochy z czasów
ostatniej wojny.
Czy Jakub Kuisl będzie zmuszony w majestacie prawa
zamordować niewinną kobietę? Ile jeszcze dzieci będzie musiało zginąć, żeby
przerażająca prawda wyszła na jaw?
W natłoku
codziennych spraw człowiek nie ma zbyt wiele czasu na rozmyślania. Pracuje,
uczy się i nie dostrzega w życiu tego, co najważniejsze. Nie rozważa
przeszłości, by wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski i nie popełniać w życiu
tych błędów, które popełniał wcześniej lub które zauważył u swoich
najbliższych. Tym bardziej nie zastanawia się, kim tak naprawdę jest, jaka jest
jego historia i kim byli jego przodkowie.
Oliver
Pötzsch odbył fascynującą podróż do
przeszłości, by odkryć wszelkie tajemnice związane z jego rodziną. Zbierał
informacje z najróżniejszych źródeł, począwszy od własnej babci, kończąc na
prywatnych archiwach, kryjących w sobie nawet najmniejsze szczegóły przeszłości
jego rodu. I tak bardzo dobrze poznał Kuislów, którzy do XIX wieku byli
najsłynniejszą dynastią katów w Bawarii, i których to jest potomkiem.
Bohater powieści „Córka
kata”, Jakub Kuisl, jest postacią udokumentowaną. W 1659 roku był on znanym
katem z żoną i trójką dzieci. Przez swoją pracę był on postacią, której
społeczeństwo unikało jak ognia. Mijając kata na ulicy, ludzie czynili znak
krzyża oraz odprawiali ciche modły. Jego rodzina także nosiła swoje jarzmo:
jako córka kata Magdalena nie miała szans na życie takie, o jakim marzyła. Była
niemal przeklęta. Zakochana w młodym medyku, szuka sposobu, by mimo swojego
pochodzenia odnaleźć w życiu szczęście i wreszcie nie myśleć o tym, co ludzie
szepczą za jej plecami.
Autor wrzuca swoich
bohaterów w wir tajemniczej intrygi z tragedią w tle. Kiedy w Schongau ginie
pierwsze dziecko, społeczeństwo ogarnia strach. Winną znaleziono szybko, ale
kiedy zginęła kolejna osoba, akuszerka o imieniu Marta siedziała w więzieniu.
Jak więc można było powiązać ją z tym morderstwem? To proste. Na plecach
martwych dzieci widniał znak Wenus – powszechnie uważany za znak czarownic.
Marta Stechlin była więc czarownicą. Ale czy na pewno? Nie był tego pewien sam
kat, który miał zaprowadzić ją na stos. Postanawia samemu rozwiązać zagadkę,
która wciąga nie tylko jego samego, ale też całą jego rodzinę w szereg
problemów, z których ciężko się wykaraskać. Sprawy przybierają coraz bardziej
tajemniczy obrót, giną kolejne dzieci, a odpowiedzi na pytania jak nie było,
tak nie ma. Życie mieszkańców Schongau wypełniał strach i nienawiść do
niewinnej akuszerki, która w więzieniu przeżywała katusze. Pytanie: jak skończy
się cała historia? I co wspólnego z tym ma tytułowa „Córka kata”?
Przyznam, że jestem
szczerze zaskoczona tą powieścią. Klimat, który stworzył w swojej powieści
autor, wciąga czytelnika bez reszty. Jego styl jest lekki i łatwy w przyjęciu,
dzięki czemu powieść czyta się bardzo szybko. Czytelnika pochłania wartka akcja
i życie wspaniale wykreowanych bohaterów. W części „Rodzaj posłowia” autor
przyznaje, że pisząc książkę starał się w pełni trzymać się faktów. Co prawda
zastosował wiele uproszczeń, jednak przedstawił w „Córce kata” wszystko to, co
wiedział o swoich przodkach. Podzielił się z nami fascynującą historią swojego
rodu i jednocześnie zachęcił, by samemu zainteresować się własnymi korzeniami.
Kto wie, może jestem spokrewniona z kimś, kto zapisał się w historii jako
bohater lub, co niemniej możliwe, prawdziwy dziwak i choleryk? Tego nie wie
nikt. A ja tym bardziej, dopóki nie sprawdzę.
„Córkę kata” z całego
serca polecam, choć mam dziwny niedosyt, spowodowany takim, a nie innym
zakończeniem. O co chodzi? Zajrzyjcie.
Ocena własna: 8/10
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:







