Choć
świat idzie do przodu i rozwija się w prawie każdej możliwej dziedzinie, pewne
aspekty życia nigdy nie ulegną zmianie, szczególnie jeżeli chodzi o mentalność
ludzi. I mimo że my także staramy się unikać zachowań powszechnie uważanych za
niewłaściwie, pewnych elementów osobowości po prostu nie da się wykorzenić.
Jednym z nich jest szaleńcza ucieczka przed tym co nowe lub tym, co za bardzo
odbiega od naszej definicji słowa „normalne”. Szczególnie jeżeli chodzi o
innych ludzi. Patrick Süskind w legendarnym już „Pachnidle” zdecydował się
wykorzystać tą niechlubną ludzką cechę, jaką jest niechęć do drugiego człowieka
ze względu na jego inność. Główny bohater, Jan Baptysta Grenouille, to niemal
definicja słowa „nienormalny”. A wszystko to dzięki jego niesłychanemu
talentowi, jakim jest wyczuwanie zapachów niewykrywalnych dla każdego innego
człowieka. Dlatego poświęcił swoje życie na zgłębianiu tajemnic świata zapachów
i uczył się nazywać każdy z nich, zapisując każdą woń w swojej niezawodnej
pamięci.
„Że w biały płyn, który madame Gaillard co rano serwowała swoim wychowankom, nazywano po prostu mlekiem, gdy tymczasem wedle odczucia Grenouille’a płyn ten każdego ranka pachniał i smakował zupełnie inaczej, w zależności od tego, jaką miał temperaturę, od jakiej pochodził krowy, co ta krowa przedtem jadła, ile ściągnięto śmietanki i tak dalej...”

Życie Jana Baptysty od samego
początku nie było łatwe. Nawet nie będąc tego świadomym, doprowadził do ścięcia
swojej matki, przez co jako niemowlę trafiał do kolejnych opiekunek, które, z
jakiegoś powodu, nie chciały mieć z nim nic wspólnego. Każda z nich
instynktownie wyczuwała, że z dzieckiem jest coś nie tak, jest niepełnosprawne
lub, co gorsza, opętane. A wszystko przez to, że nie posiadał on własnego zapachu.
Przyszedł jednak moment, że
istnienie niepozornego Grenouille’a nabrało wyjątkowego, lecz makabrycznego
sensu. Gdy młody chłopak spotyka na swojej drodze przepiękną dziewczynę,
zachwyca się jej urodą, subtelnymi wdziękami i pięknym uśmiechem. Lecz nie Jan
Baptysta. On uległ urokowi jej zapachu i kiedy przez przypadek zabija
dziewczynę, piękna, rozkoszna woń ucieka od niego wraz z kolejnymi powiewami
wiatru. Wtedy właśnie na życiowej drodze bohatera pojawia się pierwszy cel:
nauczyć się wyjątkowej sztuki zachowywania zapachów, w skrócie: tworzenia
perfum.
Jego droga w poznawania tego
szlachetnego w tamtych czasach kunsztu, oczywiście, usłana była problemami i
trudnymi do wyjaśnienia wydarzeniami. Udaje się także w góry na całe siedem
lat, by tam poznać straszną prawdę o swoim istnieniu i w ostateczności
przekonać się o słuszności swoich decyzji. Kiedy Jan Baptysta Grenouille trafia
do miasta Grasse, prawdziwej stolicy pachnideł nie tylko dla francuskich
perfumiarzy, spotyka przepiękną, rudowłosą Laurę Richis, córkę najbogatszego
obywatela miasta i drugiego konsula, Antoniego Richisa.
I właśnie wtedy cel Jana Baptysty, który ustalił
sobie wcześniej, nabrał nowego znaczenia. Młody chłopak zagłębiał się w swojej
obsesji, nie zważając na jej straszliwe konsekwencje. Pracował w pocie czoła,
nie będąc nawet świadomym, że pojawienie się jego osoby wstrząsnęło miastem.
Jego egzystencji przyświecał tylko jeden cel, a jego klejnotem koronnym miała
stać się piękna Laura.
Długo zastanawiałam się, co właściwie można
stwierdzić o „Pachnidle” Patricka Süskinda. Jeżeli czytelnik poszukuje w
książkach prostych przekazów i jasnej treści, zdecydowanie się zawiedzie. Autor
użył pięknego, poetyckiego, lecz czasem ciężkiego do przyjęcia języka, którym
opisywał magiczny świat zapachów. Sprawiło to, że cała powieść nabrała
wyjątkowego znaczenia. Jest niemal obezwładniająca. Obłęd i spaczona osobowość
Jana Baptysty dodawały tej niesamowitej historii wątków strasznych, momentami
nawet obrzydliwych. Były momenty, że czytałam treść zawartą na kolejnych
stronach z szeroko otwartymi oczami, pełna zdziwienia. Niektóre elementy fabuły
wydawały się ciągnąć zdecydowanie zbyt długo, ale w końcowym rozrachunku
uważam, że zabieg ten dał pożądany przez autora efekt. Dzięki temu mogliśmy w
dogłębny sposób zrozumieć sposób rozumowania głównego bohatera, choć większość
jego poczynań wciąż jest dla mnie abstrakcją. Bo dopiero teraz, po przeczytaniu
i przeanalizowaniu całej powieści mogę zauważyć symboliczny charakter całej tej
historii. Dramatycznej, ohydnej, ale z całą pewnością wyjątkowej historii.
Należy wspomnieć także o niesamowitej filmowej
adaptacji tej znanej powieści. Tom Tykwer, reżyser „Pachnidła: Historii
mordercy”, dokonał niemal niemożliwego. W ponad dwugodzinnym obrazie poprowadził
widza niemal za rękę po zakręconym życiu Jana Baptysty Grenouille’a (w tej roli
Ben
Whishaw). Za pomocą subtelnych, niemal intymnych ujęć ukazywał świat zapachów,
tak trudny do wyobrażenia dla zwykłego człowieka. Film ten niesamowicie działa
na wyobraźnię i oprócz zawartych w nim wątków fabularnych pochodzących z
powieści, reżyser dodał sceny w idealny sposób ukazujące atmosferę i wygląd
francuskich miast rodem z osiemnastego wieku. Nie można zapomnieć także o
wyjątkowych aktorskich kreacjach. Miłośnicy filmu zachwycą się, widząc na
ekranach takich aktorów jak Dustin Hoffman czy Alan Rickman.
Długo czekałam, by zagłębić się w tej powszechnie
znanej, lecz nadal tajemniczej historii i uważam, że zdecydowanie było warto.
Nie łatwo, zdecydowanie nie. Ale rozumiem już, skąd wziął się ogólnoświatowy
sukces „Pachnidła”.
"Pachnidło" ma w sobie coś tak przerażającego, że wiem na sto procent, iż nigdy, przenigdy nie sięgnę ani po film, ani po książkę.
OdpowiedzUsuń